Czelabińsk i Jekaterynburg

7 czerwca był dniem drogi. W końcu do następnego punku naszej trasy mamy ponad tysiąc kilometrów.

Po krótkim odpoczynku rano następnego dnia ruszamy na zwiedzanie Czelabińska. Miasto może nie jest bardzo imponujące, ale i tak warto poświęć na nie przynajmniej kilka godzin. My robimy rundkę po deptaku, spacer wzdłuż rzeki oraz odwiedzamy miejscowe KFC.

Pytanie, co robić tego dnia dalej. Hmmm… Znaki drogowe zachęcają do jazdy do Jekaterynburga. Szybko znajdujemy w necie informacje o tym mieście. Może być ciekawie. Jedziemy. To tylko 200 km.

I było warto. To co zachwyca w tym mieście to piękna, nowoczesna architektura. Nie są to drapacze chmur, ale wszystko się komponuje tworząc ciekawą całość. Natomiast Plotinka, czyli część rekreacyjna w centrum miasta przy rzece to istne centrum grillowe i wypoczynkowe. Wszystko zadbane, pachnące i jeszcze ci grajkowie uliczni są taką wisienką na torcie.

Kolejnego dnia, 9 czerwca jest niedziela. Co ciekawe, nasze auto stoi 50 m od maleńkiego kościoła. Jedynego katolickiego w całym mieście. Byśmy go nawet nie zauważyli, gdyby nie przechodzące siostry zakonne, księża i jeszcze parę innych osób mówiących po polsku. Choć liturgia jest po rosyjsku to decydujemy się na udział w porannej mszy św. Wszystko poza językiem jak w Polsce: wystrój, muzyka, melodie. No i jeszcze tylko rysy twarzy wiernych inaczej niż w PL, bo licznych narodowości.

Po mszy jedziemy do Parku Centralnego. Choć nie jest on tak znowu w centrum do robi wrażenie. Oprócz rosyjskiego standardu, czyli masy atrakcji dla dzieci – takie wesołe miasteczko, ogromne wrażenie zrobiło na nas wybudowanie dziecięcej kolei wąskotorowej z przystankami i dworcem kolejowym, którego nie powstydziłoby się niejedne miasto w Polsce. A to wszystko zbudowane specjalnie jako atrakcja dla dzieci. Wow!

Choć Jekaterynburga nie planowaliśmy na trasie naszej podróży musimy bez wątpienia stwierdzić, że było warto nałożyć trochę drogi i tu zajrzeć. Póki co nasz architektoniczny numer 1 w Rosji.

Po niemal dobie spędzonej w mieście ruszamy dalej. Teraz czas na góry Ural, a potem Kazań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s