
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od porannej toalety, zjedliśmy co nieco i chcieliśmy jechać na podbój Dubrownika. A tu właściciela kampingu ani widu ani słychu. Planowaliśmy kolejną noc spędzić w tym samym miejscu więc zgarnęliśmy rzeczy, zamknęliśmy namiot i ruszyliśmy w drogę.


Na granicy z Chorwacją była dość duża kolejka aut. Na szczęście celnicy byli bardzo uprzejmi i mili i po kilkudziesięciu minutach byliśmy już w kolejnym kraju. Dubrownik i okolica są oddzielone od pozostałej części Chorwacji. Można się tam dostać jedynie przejeżdżając przez BiH lub morzem Adriatyckim. Co ciekawe, czekając na granicy nasze radio samochodowe łapało przede wszystkim włoskie stacje radiowe 😉
Jadąc serpentynami w pewnym momencie zza zakrętu wyłonił się Dubrownik. Miasto-warownia robi wrażenie zarówno z daleka…


… jak i z bliska 🙂



Zdjęcia uroku tego miejsca nie oddadzą. Musicie zobaczyć je sami na własne oczy, warto!
Wieczorem wróciliśmy do Bośni, do Mostaru, aby rozkoszować się klimatem tego miejsca.




Było cudnie!
Koniec części 3.