Gdzieby tu pojechać?

Od pewnego czasu pomysł na wakacje powstaje mniej więcej z rocznym wyprzedzeniem. Tak było i tym razem. Trudno mi jest jednoznacznie powiedzieć dlaczego w mojej głowie rodzi się taki a nie inny kierunek podroży. Po prostu czytając, przygotowując się do najbliższej wyprawy, gdzieś mimo chodem znajduje materiały o innych wyprawach, ciekawych miejscach i w pewnym momencie pojawia się w mojej głowie myśl: Chcę tam pojechać!

I tak zrodził się pomysł na wyprawę do Gruzji. Kocham wyprawy samochodowe dlatego na samym początku odrzuciłem najczęstszy wariant dotarcia do tego kraju jakim jest samolot. A skoro samochód to jaką wybrać trasę. Wujek Google sugeruje dotarcie tam przez Ukrainę i Rosję lub najpierw na południe Europy, a potem przez Turcję do Gruzji. Biorąc pod uwagę kilka kwestii takich jak:

  • napięte stosunki ukraińsko-rosyjskie oraz gruzińsko-rosyjskie (nie każdym przejście granicznymi i nie przez wszystkie rejony da się spokojnie przejechać);
  • lęk przed podróżą przez „dziki kraj” – tak jeszcze niedawno myślałem o Rosji;
  • konieczność zakupu wizy Rosyjskiej (drogiej i ze sporą ilością formalności) lub Tureckiej (niedrogiej i załatwianej całkowicie przez internet lub na granicy);
  • różne opinie na forach na temat drogi lądowej z Polski do Gruzji;
  • chęć odwiedzenia największego miasta w tej części świata

postanowiliśmy ruszyć do Turcji, a dopiero stąd do Gruzji.

Pisząc „postanowiliśmy” mam na myśli mnie – głównego organizatora wyprawy, oraz 3 innych osób. Co prawda z każdą z nich indywidualnie byłem już na dwóch innych wyprawach ale po raz pierwszy wyruszyliśmy w tym składzie. Ekipa i jej dobór zawsze stanowi wyzwanie, czy będziemy umieli się w takim składzie dogadywać i uzupełniać. A to jest podstawa sukcesu udanych wakacji.

I jeszcze jedna rzecz. Zapomniałem o jeszcze jednym z członków naszej wyprawy. Przecież podstawę stanowi auto. Choć „Mery” była już z nami na kilku wyjazdach to po raz pierwszy na pokład wyprawy miała zabrać aż 4 osoby. Było to dla nas wszystkich nie lada wyzwanie. Musieliśmy ograniczyć nasze bagaże do minimum.

Jakimś cudem udało nam się zapakować auto i wyruszyć na południe. Tradycyjnie wyjazd zaplanowany był na wieczór, tak aby w nocy pokonać jak najwięcej kilometrów. Szybko wyjeżdżamy z Polski, potem Słowacja, Węgry i zanim zaczęło świtać byliśmy w Rumunii. Pierwszy dłuższy postój zorganizowaliśmy na Drodze Transfogarskiej (Transfăgărășan). Niestety pogoda nam nie sprzyjała.

Poprawiła się dopiero po wyjechaniu z gór.

Następnie pojechaliśmy dalej na południe, do Bułgarii. Tam mieliśmy upatrzony kamping. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że on nie istnieje. Powoli robiło się ciemno, my od 24h w podróży. Nie pozostało nam nic innego jak szukać miejsca na nocleg na dziko. Po kilku nieudanych próbach znaleźliśmy sympatycznie wyglądającą łąkę tuż przy niezbyt ruchliwej drodze. Szybko rozbijamy namiot, gotujemy makaron i resztę wieczoru spędzamy na integracji 😉

cdn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s